ON YOUR SKIN - wywiad przeprowadzony przez MED&BEAUTY
OYS to nowa marka kosmetyków, której premiera odbędzie się w maju. Jej twórczynią jest Angelika Delik – właścicielka prestiżowego salonu Face&Body Concept w podpoznańskim Baranowie. Praca ze skórą jest Jej pasją i sposobem na uszczęśliwianie kobiet. Nowy projekt pielęgnacyjny wynosi Jej kunszt kosmetologa na wyższy poziom. Jest też odpowiedzią na pytanie, które zadaje sobie dzień po dniu: „Co dalej?”. Angelika ma bardzo dużo pomysłów na rozwój i większość z nich konsekwentnie realizuje. Jej motto to: „Nie lubię stagnacji, uwielbiam, jak dużo się dzieje”. W tym roku nie powinno więc zabraknąć Jej pozytywnych bodźców. Mamy nadzieję, że magazyn Med&Beuty będzie miał swój udział w budowaniu Jej sukcesu.
ROZMAWIAŁA:
JUSTYNA ŚLUSARCZYK,
REDAKTORKA NACZELNA MED&BEAUTY”
Jesteś właścicielką prestiżowego, świetnie prosperującego salonu Face&Body Concept w Poznaniu. Jakie były Twoje początki w branży beauty, bo domyślam się, że „nie od razu Rzym zbudowano”.…
Jestem magistrem kosmetologii, jako drugi fakultet skończyłam pielęgniarstwo. W 2016 roku założyłam pierwszą firmę – Beauty Room. Zależało mi na tym, żeby mieć coś swojego, być niezależną, móc uszczęśliwiać kobiety, spełniać się w roli kosmetologa. Zaczęłam swoją działalność od otwarcia malutkiego gabinetu na Piątkowie w Poznaniu. Na początku pracowałam sama, wykonywałam stylizacje oprawy oka, manicure, później doszły zabiegi z zakresu pielęgnacji twarzy, zabiegi na ciało. Ukończyłam szkołę makijażu permanentnego i dość długo się w nim specjalizowałam. Potem „moim konikiem” stała się szeroko pojęta estetyka. Wtedy też stało się dla mnie oczywistym, że przyszedł czas na rozwój i zbudowanie zespołu. Nie byłam w stanie robić wszystkiego, Skupiłam się na makijażu permanentnym, stymulacji skóry. Ukończyłam wiele kursów z polskimi i zagranicznymi trenerami. Dopracowałam swój warsztat tak, że jestem z tego dumna – czuję się w tym zakresie naprawdę pewnie, choć jednocześnie nie lekceważę zagrożeń. Dwa lata temu przeniosłam firmę do Baranowa pod Poznaniem. To był totalny rebranding marki. Stworzyliśmy nową jakość miejsce, które przyciąga klientów nie tylko z Poznania i okolic, ale także z całej Polski, a nawet z zagranicy. Zatrudniam kilku wykwalifikowanych kosmetologów, w recepcji mamy świetną ekipę, która buduje relację z klientem już w momencie przekraczania przez niego progu salonu, a nawet wcześniej, do czego jeszcze wrócę. Mamy fantastyczną Panią Manager – bez Asi nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania przedsiębiorstwa, bo to ona ma pieczę nad wszystkimi bieżącymi sprawami. Bardzo dobrze rozwinęliśmy się pod względem stosowania urządzeń hi-tech. Pracujemy na najnowszych światowych technologiach. Wciąż myślę o wprowadzaniu nowych urządzeń, bo wiem, jak ważne jest holistyczne podejście do klienta pacjenta. Istotna jest nie tylko biała kosmetologia, pielęgnacja, ale także medycyna estetyczna i urządzenia zaawansowane technologicznie. Dzięki ich połączeniu jesteśmy w stanie uzyskać spektakularne rezultaty. Właśnie z tego słynie Face&Body Concept.
A na jakie technologie stawiasz w swojej klinice?
Jedną z moich ulubionych jest radiofrekwencja mikroigłowa Morpheus 8, ale mamy też Dermapen 4.0. czyli mikronakłuwanie, laser tulowy Lavieen, laser Icoone, falę uderzeniową Stortz, laser Deka Again do epilacji laserowej – te zabiegi są ultraszybkie, bezbolesne, bezpieczne. To najwyższej jakości urządzenia, dzięki nim przyciągamy klienta premium, bardzo wymagającego, takiego, który ma sporą świadomość tego, co dzieje się w branży i zapisuje się na konkretne zabiegi. Taki klient szuka w klinikach określonych urządzeń, nie kieruje się na falę radiową, ale właśnie na Morpheusa, wybierając go w pełni świadomie. Podobnie jest z innymi technologiami, którymi dysponujemy. Są one bezpieczne, certyfikowane, często zatwierdzone przez FDA. Musimy mieć wszystko, co najlepsze na rynku. Bardzo mi na tym zależy.
Zabiegi z wykorzystaniem technologii dają bardzo wyraźne rezultaty, klientki chętnie na nie wracają.
Umów się na wizytę
Jaki jest Wasz patent na lojalizację klientów? Czym wyróżnia się klinika?
Nasi klienci są bardzo wierni i chętni na realizacje pełnych, spersonalizowanych beauty planów tworzonych nawet na rok do przodu. Doceniają także to, że umiemy odmówić wykonania zabiegu, jeśli nie ma do niego wskazań. Wtedy wracają na inne zabiegi. Naszą mocną stroną jest też doskonała obsługa klientów. Wizytówka salonu jest recepcja, dlatego team w niej pracujący dużą wagę przykłada do tego, by klient był kompleksowo poinformowany – to nie tylko przypomnienia o wizycie. Mimo że korzystamy z platformy booksy, dodatkowo każdemu indywidualnie wysyłamy wiadomości o zbliżającym się terminie zabiegu i zalecenia, jak się do niego przygotować. Natychmiast odpisujemy na wiadomości esemesowe i na Instagramie. Pilnujemy, by klient nie musiał czekać, by był traktowany z pełną uważnością. Miejsce, które tworzymy, zobowiązuje nas do ciągłego rozwoju, nieustannego dokształcania się i doskonalenia technik zabiegowych. Każda z nas ma minimum raz w miesiącu uczestniczyć w szkoleniu dotyczącym produktów, technologii, procedur. Ilekroć coś nowego się pojawia, jesteśmy chętne do pogłębiania naszej wiedzy. Często jesteśmy zapraszane na wykłady jako wolni słuchacze na zajęciach na wyższych uczelniach. Ostatnio na szkolenia na kadawerach w zakładzie anatomii prawidłowej zaprosił nas Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach. Niezmiernie cieszę się z tej możliwości, długo na nią czekałam. Poszerzanie horyzontów i poznawanie nowych trendów jest kluczem do sukcesu. Kosmetologia i medycyna estetyczna bardzo szybko się rozwijają. Nie możemy stać w miejscu, musimy być na bieżąco z wiedzą i umiejętnościami. Trzeba trzymać rękę na pulsie.
W jakim kierunku rozwijasz teraz swoje przedsiębiorstwo?
Codziennie zadaję sobie pytanie: „Co dalej?”. Nie lubię stagnacji. Uwielbiam, jak dużo się dzieje. Mam mnóstwo pomysłów, większość z nich realizuję. W tym roku najważniejszym dla mnie projektem, będzie premiera naszej marki kosmetycznej OYS – On Your Skin. Mam nadzieję, że już w maju pojawią się pierwsze trzy produkty. Następnie premierę będą miały kosmetyki do pielęgnacji twarzy. W mojej głowie jest już ułożona cała linia produktów. Wierzę, że zrealizujemy to zgodnie z ustalonym planem działania. Najtrudniejszym elementem w tym przedsięwzięciu jest czas. Markę współtworzę ze swoją manager – Asią. A obie jesteśmy osobami, które działają prężnie i szybko, chcemy wszystko pchać do przodu. U nas jest „krótka piłka”: akcja-reakcja. Chcemy natychmiast realizować pomysły, a w tym projekcie często zderzamy się ze ścianą, przeszkody pojawiają się na każdym kroku, każdy proces musi potrwać: tworzenie formulacji, testowanie ich, zamawianie surowców – te aspekty wymagają od nas dyscypliny i dużej dozy cierpliwości.
Jak scharakteryzowałabyś swoją nową markę? Jaki ma być OYS?
Stawiam na naukę i technologię. Zależy mi na świadomej pielęgnacji, która będzie działać w harmonii ze skórą, choć On Your Skin to nie będzie marka typowo naturalna. Do tej pory w gabinecie pracujemy na produktach marek PCA Skin i ZO Skin, mam więc z tymi produktami porównanie. Moim zdaniem tak rozumiana marka technologiczna daje większe możliwości zbudowania kompleksowej terapii dla skóry.
Czyli stawiasz na przebadane substancje, których skuteczność jest potwierdzona?
Tak. Mam nadzieję, że nasze produkty będą odpowiadać na rzeczywiste potrzeby skóry, także tej problematycznej oraz po zabiegach medycyny estetycznej i kosmetologicznych.
Czy wiecie już, jakie będą „perełki” w gamie OYS? Jakie marzą Ci się produkty? Jakie są ich kluczowe, bazowe składniki?
Według mnie przyszłość mają zaawansowane biotechnologie, na przykład adaptogeny. Będziemy bazować na biofermentach roślinnych. Osobiście bardzo lubię ekstrakt ze śnieżnej algi, który będziemy wykorzystywać w kremie z wysokim SPF. Śnieżna alga stymuluje gen długowieczności, pobudza skórę do odnowy. Do tego dojdą peptydy, np. nonapetyd-1, który pomaga wyrównać koloryt skóry i walczy z przebarwieniami. Te właśnie składniki przemawiają do mnie najbardziej.
W maju odbędzie się premiera marki. Jako pierwsze pojawią się odżywka do rzęs i odżywka do brwi. Są to produkty, na które nasi klienci czekają niecierpliwie. Mam nadzieję, że staną się rynkowymi hitami! Nasze klientki już chcą je kupić, gdy widzą efekty u nas, po fazie testów na dziewczynach z naszego salonu. Mam już pierwsze zamówienia na te produkty, listę oczekujących. W tych odżywkach będzie wszystko, co działa: pochodne bimatoprostu, kofeina, peptydy. Efekty ich stosowania są spektakularne. Mam już pierwsze badania skuteczności i sięga ona 99,8%.
Wiem coś na ten temat. Po odżywkach tego typu mnie też rzęsy rosną jak szalone, ale chciałabym zapytać jeszcze o wizerunek marki, np. o szatę graficzną pudełek. W którą stronę to u Was zmierza?
Jesteśmy na etapie tworzenia opakowań. Wszystko będzie w kolorach ziemi, w chłodnych barwach. Dominować będą beże, brązy, delikatna zieleń, zgaszony pomarańcz. Nie mamy koloru przewodniego sensu stricte, ale kilka kolorów wiodących, na których chcemy się skupić. Wszystko będzie spokojne, wręcz wyciszone, w szlachetnych matach. Cała koncepcja będzie się wpisywać w trendy widoczne w wystroju wnętrza naszej kliniki. Tutaj nic się nie świeci, mamy dużo betonu. Zdecydowanie nie idziemy w stronę glam.
Jak ukończone przez Ciebie pielęgniarstwo uzupełnia się z kosmetologią?
Niewątpliwie ukończenie studiów pielęgniarskich dało mi większe poczucie bezpieczeństwa w pracy z pacjentem. Jestem bardziej świadoma tego, co w gabinecie może pójść nie tak, i jak w razie czego wiedziałabym, jak pomóc pacjentom w sytuacjach zagrożenia, ale na szczęście nigdy nie miałam takiej awaryjnej sytuacji. Pracujemy bardzo uważnie i ostrożnie, powikłania zdarzają nam się bardzo, bardzo rzadko. Najważniejsze jest tutaj doświadczenie. Pielęgniarstwo jest dla mnie ważnym dodatkiem, atutem, choć niełatwo mi było je studiować ze względu na moją sytuację życiową w tamtym czasie – byłam wówczas w drugiej ciąży. W trakcie pierwszej robiliśmy wspomniany już rebranding marki, przenosiliśmy gabinet, robiliśmy remont, a więc wdrażaliśmy konkretne zmiany. A w drugiej ciąży chodziłam na praktyki pielęgniarskie. Pamiętam, że mąż przyjeżdżał z niemowlakiem na uczelnię, bym mogła nakarmić małego w trakcie zajęć i na nie wrócić. Podczas praktyk wchodziłam na oddział i panie pielęgniarki pytały, czy jestem pacjentką do przyjęcia. A jednak miło wspominam ten okres w życiu – wiele mnie nauczył. Na pewno wielkiej pokory. Uważam, że pielęgniarstwo to jest jeden z trudniejszych zawodów – fizycznie i psychicznie. Wiele zależy od miejsca, do którego się trafi, ale to jest zawsze bardzo angażująca praca, nie sposób pozostać obojętnym. Doświadczyłam tego, praktykując w hospicjum. Doceniam i szanuję ten etap swojego życia zawodowego.
W kilku wątkach naszej rozmowy pojawił się Twój mąż. Czy pracujecie razem, czy też stanowi wsparcie dla Ciebie „na zapleczu”?
Jest bardzo mocnym wsparciem! Nie wyobrażam sobie funkcjonowania gabinetu bez niego, ale mogę liczyć na pomoc nie tylko ze strony męża, ale także rodziny, bo można powiedzieć, że praktycznie „mieszkam w gabinecie”. W czasie kiedy pracuję, moja mama opiekuje się dziećmi, a potem ja spędzam z nimi każdą wolną chwilę. Natomiast mój mąż miewa wręcz genialne pomysły, jest świetnym doradcą. Sam prowadzi firmę, dlatego jestem w stanie wiele się od niego nauczyć. Mąż znajduje sposób na każdy problem w salonie, którego ja nie potrafię rozwiązać. Myślę że i w życiu prywatnym, i zawodowym we dwoje stanowimy świetny zespół.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: https://medandbeauty.pl/



